• nie nauczyl sie tabliczki mnozenia czy ma dyskalkulie
13 kwietnia 2023

Nie nauczył się tabliczki mnożenia czy ma dyskalkulię?

zdjęcie dziewczyny potrzebującej pomocy w odrabianiu lekcji szkolnych

Czy warto zrobić dziecku test na dyskalkulię, na czym on polega i jak może pomóc dziecku? – wyjaśniają terapeutki Barbara Kobiela i Magda Dmitruk, które w Poradni VIVO przeprowadzają takie testy.

Co to jest dyskalkulia? Jak mam poznać, że moje dziecko może ją mieć?

Objawy mogą być bardzo różne. Czasami, ale nie zawsze, zaczyna się wcześnie – od problemów z orientacją przestrzenną. Niektóre dzieci, zanim usiądą na krzesło, muszą na nie spojrzeć, dotknąć krzesła ręką, i dopiero wtedy siadają. Tak jakby sprawdzały, gdzie same się kończą, a gdzie zaczyna się krzesło.

Potem, na dalszym etapie edukacji, pojawiają się problemy z zapisywaniem lub odczytywaniem liczb. Szczególnie takich, które zawierają zera, np. 2004. Problemy z określeniem co jest setką, co dziesiątką w takiej liczbie. Trudności z nauką tabliczką mnożenia to już bardzo istotny sygnał. Towarzyszą im czasami problemy z odczytywaniem temperatury czy wagi.

Ale wiele z tych objawów występuje również wtedy, kiedy dziecko się zwyczajnie nie uczy. Jak odróżnić dyskalkulię od lenistwa?

Faktycznie, najpierw trzeba ustalić, czy nie ma zaniedbań dydaktycznych. Jeśli nie ma, jeśli występuje prawidłowa stymulacja środowiskowa, czyli mamy pewność, że dziecko pracuje w szkole, rodzice i nauczyciele też, anp. w szóstej klasie są ciągle problemy z tabliczką mnożenia, to jest wskazówka, że możemy mieć do czynienia z dyskalkulią.

Co działo się z dzieckiem z dyskalkulią 20 lat temu, kiedy nikt jeszcze nie słyszał o dyskalkulii?

Wiele takich dzieci było permanentnie zagrożonych z matematyki. Dziś również często tak bywa, bo testy dyskalkulii to sprawa relatywnie nowa, znacznie mniej popularna niż np. testy dysleksji. Znaczny procent dzieci ma zdiagnozowaną dysleksję – w naszej szkole zwykle dwoje czy troje w klasie. A generalnie 5-10 proc. uczniów w skali kraju. Diagnozowanie dyskalkulii jest na razie rzadkością.

No dobrze zatem – wiem, że nauczyciele dobrze uczą, ale problemy z tabliczką mnożenia nie znikają. Przychodzę do Was i co?

Przeprowadzamy testy.

Jak długo trwają?

Zacznijmy od tego, że mają kilka etapów. Najpierw około dwie godziny – test na dyskalkulię. Potem jeszcze diagnoza intelektu, bo musimy wykluczyć niepełnosprawność intelektualną. To kolejne dwie godziny. Potem wywiad z rodzicami i analiza opinii od nauczyciela. A na koniec zebranie wszystkich tych danych i diagnoza.

Jak wygląda pierwszy etap, czyli test dyskalkulii?

To jest seria zadań i prostych „łamigłówek”, które sprawdzają umiejętności arytmetyczne dziecka, np. zdolność szacowania liczby elementów bez szczegółowego ich liczenia. Albo jego zdolność pojmowania bardziej abstrakcyjnych pojęć matematycznych.

Co robić jeśli diagnoza brzmi: dyskalkulia?

Po pierwsze i najważniejsze: diagnoza dyskalkulii nie jest końcem świata. Gdybyśmy, tak jak tutaj siedzimy, zbadali swoje intelekty, to okazałoby się, że w jakichś elementach jesteśmy na wyższym poziomie, a w innych na niższym. Zdolności, których nam brakuje, zwykle kompensujemy sobie innymi zdolnościami. Każdy z nas jest inny. To zupełnie naturalne, powszechne, ludzkie. Jeżeli dziecku z dyskalkulią udostępnimy kalkulator i pozwolimy korzystać ze wzorów matematycznych, to być może poradzi sobie nawet z trudnym problemem matematycznym. Potem w dorosłym życiu może osiągać równie wielkie sukcesy jak dzieci bez dyskalkulii!

A co dzieje się w szkole z dzieckiem, które zostało zdiagnozowane?

Piszemy tzw. dostosowania dla szkoły i nauczycieli. Są one indywidualnie dopasowane do dziecka, nie ma czegoś takiego jak jedna szufladka z napisem „dyskalkulia”, do której wrzucamy wszystkich. Takie dostosowania to może być np. wydłużenie czasu na klasówkach lub pozwolenie na stosowanie kalkulatora. Albo zwracamy uwagę nauczycielowi, że dziecko może mylić kolejność cyfr w liczbach i nie należy mu za to obniżać ocen jeśli sam tok rozumowania był poprawny. Na egzaminie ósmoklasisty dzieci z dyskalkulią mają wydłużony czas i szczegółowy, zmodyfikowany system oceniania.

Jak długo działa wasza opinia?

W klasach 4-6 (podstawówki) diagnozujemy jedynie ryzyko dyskalkulii, dopiero w 7-8 możemy zdiagnozować dyskalkulię (inaczej niż w przypadku dysleksji, którą można diagnozować już wcześniej). Dziecko z ryzykiem dyskalkulii z klas 4-6 dostaje dodatkowe, bezpłatne zajęcia wyrównawcze z matematyki.

Czy takie dodatkowe zajęcia są organizowane we wszystkich szkołach? Inaczej mówiąc, czy polski system edukacyjny realnie ma jakąś ścieżkę dla dzieci z dyskalkulią?

Takie zajęcia korekcyjne – jedna lekcja tygodniowo – musi zapewnić każda szkoła, ale oczywiście w różnych szkołach ich poziom jest różny. Główne wyzwanie polega na tym, że na zajęciach korekcyjnych może być maksymalnie pięciu uczniów i zbierane są dziećmi z różnymi deficytami. Ktoś ma problem z dyskalkulią, ktoś inny z koncentracją, jeszcze ktoś inny z dysleksją. A czasu jest tylko 45 minut! Ciężko przeprowadzić lekcję, która zaadresuje problemy całej piątki uczniów i wszystkim pomoże. Wiemy to z doświadczenia, bo same prowadzimy takie zajęcia.

Czy przychodzą do was rodzice, którzy chcą dziecku ułatwić ścieżkę edukacyjną i „załatwić papierek”? Żeby było łatwiej na egzaminach ósmoklasisty, które dają punkty do liceum?

To nie jest tak, że jak ktoś przyjdzie i zapłaci za test, to dostaje diagnozę. Ale też chyba nie warto nikogo z góry posądzać o „cwaniactwo”, bo przecież jeśli dziecko ma problemy w szkole, to z czegoś one wynikają. Staramy się każdy przypadek przeanalizować, jesteśmy w kontakcie z nauczycielami. Nawet jeśli w teście nie wyjdzie dysleksja czy dyskalkulia, to zdarza się, że stwierdzamy np. deficyt funkcji poznawczych czy problemy z koncentracją – wtedy dziecko zostanie skierowane na zajęcia wyrównawcze, które mają taki problem wyeliminować. Dlatego nawet test, który nie kończy się diagnozą dyskalkulii, ma często pozytywne i konkretne skutki dla dziecka.

Z Barbarą Kobielą i Magdą Dmitruk rozmawiał Mariusz Zawadzki


Vivo Logo

Mariusz Zawadzki